wtorek, 23 września 2014

We trójkę najweselej

Dawidek zaliczył w Polsze wizytę u lekarza w związku z jego alergią. Zapłacilismy śmieszną kwotę bo to prywatna wizyta była i doktor od razu powiedzial: alergia na białko! Nie musieliśmy po żadnych alergologach ganiać. Dostaliśmy receptę na kropelki, syrop i specjalne mleko (w smaku okropieństwo). Musiałam odrzucić marchewki, ziemniaki i wszystko co jadł do tej pory żeby zaleczyć skórę i dopiero powolutku wszystko wprowadzać od nowa. Co dwa tygodnie coś nowego, żeby zaobserwować co powoduje zmiany. 
W tej chwili wszystko jest w porządku a je już ryby, kurczaka no i warzywka i kaszkę kukurydzianą z owocami. A najśmieszniejsze jest to, że to mleko tutaj w Norwegii jest dość drogie. Chciałam mieć refundację na to mleko i zaczęłam wydeptywać ścieżki do lekarzy. Najpierw u rodzinnego, który kazał iść z tym do specjalisty-dermatologa. Poszliśmy i tam bo wizytę mieliśmy umówioną. A ta kobiecina powiedziała nam że nie ma dowodu na to że to alergia na białko mleka i kazała robić testy. Zapisaliśmy się na testy...
Na koniec listopada...
Czyli mam kupować do tego momentu dla dziecka mleko bez refundacji. Poradziliśmy sobie z tym. Babcia nam z Polski wysyła ;-) i tak wychodzi dużo taniej.
Cieszymy się, że nasz syn ma czystą skórę bez dziwnej wysypki. Jest radosny, uśmiechnięty, przesypia całą noc.  Ostatnimi czasy wspina się po meblach i na nóżki staje. Pociesznie to wygląda jak mu się te nóżki kiwają pod ciężarem ciała ;-)







Zdjęcia z plaży na Soli niedaleko Stavanger. W tym roku piękne mieliśmy lato. Słoneczko grzało, woda w morzu ciepła. Nawet była okazja pograć chwilę w wodną siatkówkę. Zmienialiśmy się przy Dawidku. Ja też chciałam pograć! A co! ;-)
Dawidek nawet nóżkę zamoczył przez chwilę. Nie za bardzo mu się podobało... może woda dla niego za zimna?... ale i tak pięknie spędzaliśmy czas. Nie chciało się w domu siedzieć. A teraz za oknem deszcz...

1 komentarz: