wtorek, 9 września 2014

Dawid - Pielgrzym

Mamy już wrzesień... A ja nie pisałam od maja! No więc właśnie. Czasami przyjdzie taki moment, że chcę napisać a wiecznie coś mnie od tego odciąga. Teraz już się zebrałam. Napisała do mnie Czytelniczka fantastycznego maila, który mnie ostro zmotywował (dziękuję Ci Kornelko)  i postanowiłam coś naskrobać.
Wiele się u nas wydarzyło ostatnimi czasy. Spędziliśmy całą rodziną wakacje w Polsce. Odwiedziliśmy babcie, ciocie, kuzynkę, prababcię i wogóle wszystkich. Nawet na wesele przyjaciela naszego poszliśmy. Ja się bawiłam do wpółdo czwartej nad ranem! Lubię wesela i lubię sobie potańczyć do starych piosenek ;-) mieliśmy zarówno upały jak i zimno. Dawidek nawet zdążył nam wyrosnąć z ciuszków na 62 i latałam po sklepach szukając większych rozmiarów, ale to sama przyjemność dla mnie. Było fajnie. Odpoczęliśmy trochę. Syn szybciutko dostosował się do nowych warunków i przesypiał nam całe noce praktycznie od razu. A spał razem ze mną. To jest jakiś fenomen. Ja mam problem z zasypianiem w nowym miejscu a ten - gdzie by nie pojechał - wszędzie zaliczał drzemki :-) podróż zniósł wspaniale. Całą drogę jechaliśmy samochodem i ja już miałam chwilami dość. A Dawid - oaza spokoju nawet nie "kwęknął". Co prawda w samochodzie na tylnym siedzeniu był istny Sajgon. Wszystko tam było. Przygotowaliśmy się dobrze - tak myślę. Pieluszki tetrowe, pampersy, zabawki, termos z gorącą wodą i mleko na wierzchu. Czyli to, co najważniejsze. My z Mariuszem oczywiście kawa w termosie, napój pod nogami. Zapomnieliśmy o kanapkach, ale to nie miało znaczenia. Ważne, żeby Dawid miał wszystko co potrzebne. Często się zatrzymywaliśmy i jakoś przeżyliśmy. Ale spowrotem już samolotem wróciłam. I tutaj też synek dał popis wesołości uśmiechając się do starszych pań podczas podróży. Nic nie zapłakał, a ja się bałam że uszka go będą boleć. Zostałam pozytywnie zaskoczona. Jak już nasze dziecko zmęczyło się uśmiechaniem to sobie zasnęło i połowę podróży spało smacznie na moim ramieniu (które zdrętwiało mi całkowicie) :-)

Szczerze mówiąc mieliśmy już trochę dość i nie mogliśmy doczekać się powrotu do domu. Wszędzie dobrze ale u siebie najlepiej. Ciągle byliśmy na walizkach. Ja spałam u cioci z Dawidkiem a Mariusz u moich rodziców. W międzyczasie staraliśmy się chodzić jak najczęściej do mamy Mariusza która mieszka na drugim końcu naszej miejscowości. Zachwycona swoim pierwszym wnukiem pięknie się nim opiekowała. Spędzała z nim najwięcej czasu. Moi rodzice z kolei ciągle w pracy nie mieli nawet kiedy. Moja mama wracała wieczorem do domu kiedy Dawid już szedł spać. Ale to się da odrobić kiedy tu do nas przyleci w odwiedziny :-)
Ja spędziłam też trochę czasu z moją chrześnicą która już 3 latka skończyła! No kiedy to zleciało ja się pytam??

Dobra. Na razie to tyle bo co za dużo to nie zdrowo (tak słyszałam).

Trochę fotek na koniec:



Dawid z wujkiem

Wycieczka do Zoo we Wrocławiu. Dawid z ciocią i kuzynką ;-)

Dawid z Babcią

A tutaj z Prababcią :-) ta moja Babcia zawsze miała cukierki w fartuchu. Jak chcieliśmy cukierka to Babcia nam je rzucała ;-)

 Mariusz wśród zwierząt ;-)

Miś większy od Dawidka 

Niedźwiedzie oswojone. Tylko zobaczyły ludzi - od razu zaczęły "prosić" o jedzenie ;-)

Dobrze się przypatrzcie - to jesteśmy my na galowo :-)

5 komentarzy:

  1. Oooooo, jak ja się stęskniłam za Twoim pisaniem i tymi roześmianymi zdjęciami !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cudowne że ktoś za nami tęsknił :-* zaraz zacznę następny post żebym potem nie miała wymówek ;-)

      Usuń
  2. Tez sie ciesze ze sie odezwalas i fotki wrzucilas- chociaz w ten sposob mozemy obserwowac rozwoj Dawidka!!! No no no prababcia Marysia w internecie-koniec swiata Trzeba jej to koniecznie pokazac!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. ale super chłopak ;) a jak szybko rośnie. No i chłopie widzisz, Ty już zaliczyłeś lot samolotem, a ciotka jeszcze nie leciała :P

    OdpowiedzUsuń