czwartek, 6 lutego 2014

Dyżur konsularny w Stavanger

Mieliśmy wczoraj ważną wizytę u konsula polskiego w Stavanger. Dawid potrzebuje paszportu coby do ojczyzny swojej móc pojechać, rodzinę zobaczyć. Wszystko ładnie pięknie tylko ten budynek, w którym odbywał się dyżur konsularny pozostawiał wiele do życzenia. Wyglądał dosłownie jakby był przeznaczony do rozbiórki. Zero oznaczeń, numeru, ogłoszenia, że ma być dyżur konsularny - nic. Otoczenie też nieciekawe. Poznaliśmy, że to budynek towarzystwa polsko-norweskiego po plakacie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w środku.
Oczywiście - oni nam robią przysługę, bo dzięki tym dyżurom kilka razy w roku my nie musimy jechać kawał drogi do Oslo. Ale moim zdaniem mogło to być lepiej zorganizowane. Zanim nas wpuszczono do środka czekaliśmy na dworze. Ludzie z dziećmi stali i marzli dwie godziny. Ciągle nas pytali czy to naprawdę tutaj.
My przyjechaliśmy szybciej bo baliśmy się że kolejka będzie. A tu - zero ludzi! Byliśmy pierwsi. Stąd nasze wątpliwości - czy to tutaj, czy dobrze trafiliśmy. Na szczęście zaraz po nas zaczęli się zjeżdżać. Dobrze, że Pan Konsul się nie spóźnił. Rozdano nam numerki żeby nie było cyrków i to był dobry pomysł. Przynajmniej porządek był. My weszliśmy jako pierwsi i załatwiliśmy wszystko w kilka minut. Dobrze, że zdjęcie było OK...



"Szef wszystkich szefów" :-D





Informację o dyżurach konsularnych można znaleźć TUTAJ.
A na dyżur potrzebne nam były kopie paszportów, zdjęcie do paszportu, kopia aktu urodzenia dziecka no i wniosek, który dostaliśmy do wypełnienia na miejscu. Gotówką nie płacimy za paszport. Dali nam numer konta na który trzeba zrobić przelew. Dopóki pieniądze nie wpłyną im na konto, paszport nie przyjdzie.


Mamy to z głowy. Teraz nic tylko czekać na paszport.


7 komentarzy:

  1. moniko, widzialam was, my mielismy 9 numerek, ale wy tak szybko weszliscie i wyszliście to nie zdarzylam podejsc - juz byliscie w samochodzie
    tez mamy to na szczescie z glowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o szkoda... :-( my szybciutko uciekliśmy bo jeszcze parę spraw było do załatwienia ;-)

      Usuń
  2. Czyli Dawidek udaje się na podbój Świata? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ?Boże jedyny jakie grube dziecko..... Niech by jednak mama tak nie przekarmiała jak tylko zapłacze..... dwa tygodnie go nie widziałam...ale teraz??? Matko jedyna.... szkoda dziecka.....
    Kamila z Radziem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady... ;-) karmiłam go rzeczywiście na żądanie ale teraz już się ustabilizował i je co 3 godziny, no i przesypia noce więc już taki gruby nie jest :-)

      Usuń
    2. Maly nie jest gruby.Wystarczy spojrzec na inne zdjecia.Na tym zdjeciu do paszportu tak wyszedl,bo to kwestia oswietlenia i ulozenia dziecka na lezaca.Maly jest slodki i pulchny jak kazdy maluszek ale nie jest gruby.Nie przejmuj sie Monia,zawsze znajdzie sie jakas osoba co musi krytykowac innych zeby sobie samopoczucie poprawic.Czytam twoj blogg od jakiegos czasu.Podoba mi sie twoj styl pisania i fajnie sie go czyta.Bardzo sie ciesze ze wam sie udalo.Chociaz poczatki waszego zwiazku nie byly latwe.Podrawiam Was serdecznie i buziaki dla maluszka.

      Usuń
  4. piekna z Was para :))
    u mnie wciąż Walentynkowy Konkurs - Serdecznie Zapraszam :)))
    mybeautyjoy.blogspot.co.uk/2014/02/walentynkowy-konkurs-rozdanie.html

    OdpowiedzUsuń