niedziela, 1 grudnia 2013

We troje :-D

Przyszedł czas na relację z cudownych narodzin naszego synka...
Oczywiście nie będę tu zanudzać nikogo drastycznymi szczegółami z porodu, bo wiadomo, że nie każdy chciałby o tym czytać. Poza tym mamusie będą wiedziały ;-)

Wody odeszły mi w niedzielę przed szóstą rano. Nie budziłam męża od razu żeby nie siać paniki no i dać mu się wyspać. A skurcze przyszły w tym samym momencie. Zaczęłam liczyć co ile się pojawiają. Tak wogóle to myślałam, że po prostu boli mnie brzuch bo coś zjadłam nie tak ;-) pojawiały się co 5,6min.
Zadzwoniłam do szpitala, kazali przyjechać, spakowałam ostatnie rzeczy i obudziłam Mariusza.
W szpitalu mnie zbadali, musiałam już tam zostać. Skurcze dawały znać ostro. Oddychałam i nie było tak źle. Stwierdziłam, że takie bóle da się przeżyć byle głęboko oddychać. Przyszedł później lekarz trochę przyspieszyć akcję bo 8 godzin się męczyłam przy jednym cm rozwarcia. Miałam salę tylko dla siebie, położne co chwilę zachodziły sprawdzać mnie czy wszystko jest w porządku. Dostawałam jeść i pić kiedy tylko tego zażądałam. Od wizyty lekarza skurcze stały się mocniejsze i położna dała mi do zrozumienia żebym wzięła znieczulenie bo spada puls dziecka w trakcie skurczy. Zgodziłam się. Do tej pory oglądałam to tylko w programach typu "Porodówka". Kazali się nie ruszać. Poczułam tylko drętwienie prawej nogi. Potem nie mogłam nią ruszyć sama. I przy silnych skurczach nie czułam żadnego bólu. Mogłam jeść, pić, siedzieć na fotelu, rozmawiać i odpoczywać. Myślę sobie: super! Zero bólu prawie. Przyjęłam nawet gości i porozmawiałam. Mariusz był przy mnie i trzymał za rękę kiedy przychodziły mocniejsze bóle. A później w nocy kiedy rozwarcie już było maksymalne, myślałam, że mój koniec jest już bliski. Tylko, że to był dopiero początek...
Myślałam, że nie będę krzyczeć, ale się nie dało. Słyszałam też krzyki innych kobiet a potem płacz dziecka i stwierdziłam, że im trochę zazdroszczę, że mają to za sobą. Byłam prawdopodobnie najgłośniejsza na oddziale. Krzyczałam w trzech językach, ale parłam dzielnie. Po dwóch godzinach takiej męczarni cała spocona i ledwo świadoma wyciągnęłam ręce po mojego synka jak tylko usłyszałam jego płacz i już spokój i radość zagościły w moim sercu. Nic się już nie liczyło. Mariusz płacze, ja się uśmiecham mimo bólu i tak oto się stało, że jesteśmy rodzicami i pełną rodziną.

Z radością zawiadamiamy że 25.listopada o 3:10 na świat przyszedł nasz syn Dawid Erik z masą urodzeniową 2,5kg i 48 cm długości :-D no i punktów dostał 10. Jesteśmy z nas dumni.




Ogólnie cały poród trwał 21 godzin od pierwszych bóli. Opieka w szpitalu w Stavanger - świetna. Kiedy Mariusza nie było to położne przychodziły do mnie co 10min sprawdzać jak się mam. Nawet ich nie wzywałam, bo po co? Ale i tak przychodziły żeby zapytać czy czegoś nie potrzebuję. Przynosiły mi wodę i soki bo co chwilę pić mi się chciało. Kiedy Dawid się urodził, sprawnie mnie zszyto co bolało również ale już teraz wiem, że każdy inny ból jest niczym w porównaniu z porodowym ;-) przystawiono mi go do piersi od razu i w tym samym momencie zaczął ssać. Wiedział jak! Dwie godziny chyba jadł a ja przysypiałam. Zaraz potem mi go zabrali na chwilę i wysłali do hotelu. Dostaliśmy pokoik tylko dla siebie z łazienką i blatem do przewijania i telewizor nawet był, chociaż ja nie miałam siły go oglądać. Położna przemówiła do mnie: ciesz się swoim dzieckiem a ja kompletnie nie wiedziałam co mam teraz z tym dzieckiem robić! Spał, no to ja też w kimę. A co!
To na razie koniec relacji... ciąg dalszy oczywiście nastąpi ;-)
Pozdrawiam wszystkich i przepraszam że tak długo nie pisałam, ale chyba sami rozumiecie... ;-)

12 komentarzy:

  1. Gratulacje:) Taki malusi jest:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulację dla rodziców :) Zapomniałam się pochwalić że zostałam ciocią 19 Listopada :) Wszystkiego dobrego dla Waszej trójki życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to Moniko zaczynacie nowy, cudowny etap waszego zycia.
    Gratuluje z calego serca, i duzo zdowka zycze dla Twojego synusia, piekny jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. O Boze, gratulacje wyjatkowe i szczegolne, bo ja tez sie urodzilam wlasnie 25 listopada, zyli w Katarzynki :))))
    Niech wam rosnie w zdrowiu i szczesciu :)
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  5. Hurraa! Gratulacje, byłaś dzielna, cieszę się razem z Wami. Zdrówka życzę dla Waszej trójki i..nieskończonej cierpliwości dla Rodziców :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękujemy :-) przed nami sporo wyzwań w nowej roli. Obyśmy sobie z nimi poradzili bezboleśnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma to jak listopadowe dzieci. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  8. kochana gratuluję z całego serca :) super, że w końcu Wam się udało :) i gratuluję, że udało się urodzić naturalnie i że Dawidek z piersi pięknie ssie. No super po prostu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o ssanie to nasz syn radzi sobie tak że w pięty idzie ;-) ale to dobrze ;-) dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie :-)

      Usuń
    2. Wielkie gratulacje! Dawidzie Eryku - witaj na tym pięknym świecie!

      Usuń