niedziela, 17 marca 2013

nadzieja matką głupich?

Dawno mnie nie było... ale nie zamierzam porzucać mojej pisaniny, za wielką daje mi to frajdę.
W Stavanger w ostatnią sobotę odbyło się spotkanie, z polską kuchnią w tle. Chodziło o to, żeby przyjść, porozmawiać ze znajomymi i przy okazji zjeść coś z polskiej tradycyjnej kuchni. Każdemu emigrantowi na obczyźnie, oprócz rodziny i przyjaciół, brakuje również polskiego jedzenia. Ja przyszłam z dwiema koleżankami, z czystej ciekawości popatrzeć. Na wejściu każda kobieta dostawała piękną różyczkę (to chyba z okazji Dnia Kobiet) i miłe słowo na "dzień dobry". Ogólnym tematem tego spotkania było polskie jedzenie, ale tego jedzenia jakby... zabrakło. Spodziewaliśmy się jakiś pierogów, bigosu, tudzież gołąbków a tu...
Menu było dość ubogie: zupa pomidorowa, pyzy ziemniaczane i ciasto. Czyli nic nadzwyczajnego. Ale ogólnie cała atmosfera była super :-)
Spotkałam tam kolegę z poprzedniego mieszkania i pogadaliśmy sobie w bardzo miłej, ciepłej, domowej atmosferze. Wszędzie słychać było polskie głosy - i to jest fajne. Dużo nas mieszka w Norwegii.
W internecie natknęłam się na teksty i komentarze o tym, że ludzie którzy nie poradzili sobie w kraju - wyjechali za granicę, za łatwym groszem. Uważam, że to wierutna bzdura. Oczywiście - w Polsce da się żyć, żyje tam wielu ludzi i dobrze sobie radzą. Ja tych ludzi podziwiam szczerze. Natomiast decyzja o wyjeździe z kraju do Norwegii była naszą najlepszą decyzją w życiu. Trzeba mieć siłę i prawdziwy upór żeby zostać w obcym kraju i nie dać się depresji i poczuciu osamotnienia. My mieliśmy dużo szczęścia, jesteśmy razem i oboje pracujemy. A ile jest rodzin które musiały się rozstać na długo? Małżeństw, par będących razem, a jednak osobno, oddzieleni setkami kilometrów, skazani jedynie na telefony i skype. I często nie jest to decyzja podyktowana tym, że żona nie ma się w co ubrać a mąż nie może kupić nowego samochodu. Ludzie wyjeżdżają "za chlebem" - i nie jest to powiedzenie "z księżyca wzięte". Często jest tak, że wiedzeni biedą, beznadziejną sytuacją finansową, często obarczeni długami, w poczuciu, że nie są w stanie zapewnić dzieciom godnego życia i dobrej przyszłości podejmują rozpaczliwe działanie w kierunku poprawy sytuacji. Często jest to decyzja o wyjeździe. I jakoś im się nie dziwię.
Wyjeżdżają ludzie wykształceni, bez matury, z biegłym angielskim albo bez ;-) I jadą by zmienić przyszłość. Jadą niby "na chwilę", ale po jakimś czasie dochodzą do wniosku, że chcą zostać, ściągnąć rodzinę i zacząć życie od nowa. Życie w lepszym standardzie.
Ja osobiście wolę sprzątać tutaj za normalne pieniądze, pozwalające mi się tutaj utrzymać niż pracowac w biurze, ale w Polsce - i nie mieć nawet na czynsz. To nie jest tak, że wyjeżdżają ludzie nieporadni życiowo, niewykształceni idioci, którzy nie potrafili żyć w Polsce. Albo tacy co nie potrafili dobrze kombinować.

Piszę o tym, bo nawiedził mnie dziwny sen.
Śniłam o tym, że jestem w kraju, z moją rodziną i przeszukując ogłoszenia w gazecie, próbuję znaleźć pracę. I najgorsze jest to, że nie wiedziałam kompletnie co chcę robić! Nie wiedziałam jak wystartować i co będzie robił Mariusz. Prawdziwy koszmar.

Dlatego chcę zdementować te plotki o nieporadnych życiowo Polakach, którzy nie widzieli innego wyjścia jak wyjazd za granicę, za pozornie łatwym pieniądzem. Jesteśmy często w trudnej sytuacji i tylko w tym bilecie w jedną stronę widzimy nadzieję...

 
 
 
 
 

6 komentarzy:

  1. Przez trzy lata mój ukochany był w NOK, widywaliśmy się trzy razy w roku na miesiąc to była tragedia!! Na szczęście tak się stało, że mógł wrócić i tu zostać, jesteśmy razem 12 lat ale ten czas rozłąki był straszny....Niech ludzie którzy nie byli do tego zmuszeni nie wypowiadają się na ten temat, jeżeli czegoś się nie przeżyło na własnej skórę nie powinno się krytykować... Nie powinno się mówić nic bo nic tak naprawdę na ten temat nie wiedzą! JA myślę podobnie jak Ty, wolałabym tam sprzątać za godne pieniądze niż pracować w PL w biurze za 1500zł i nie mieć na życie...Co z taką kwotą zrobić....Przecież to nawet na wynajem nie starczy a jakieś życie, jedzenie....itp itd....
    Podziwiam Was i życzę wszystkiego najlepszego!!

    OdpowiedzUsuń
  2. tu w Polsce się przeważnie wegetuje a nie żyje....
    i choć osobiście bym nie wyjechał za granice do pracy to
    już swojemu dziecku powtarzam coby jak najszybciej to zrobiło :)
    przynajmniej będzie żyło nie wegetowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I my też posłuchaliśmy rady naszych mam, żebyśmy jechali i nie patrzeli na nic. Nic nas tam nie trzymało. A swoją drogą rodzice bardzo nas wspierali w tym wyjeździe i przygotowaniach, zobaczyli że nic nas dobrego w kraju nie czeka. Smutne to...

      Usuń
  3. w pierwszej kolejności napiszę, nie generalizujmy.jak w pl jak i poza granicami nie jest lekko. a stan wegetowania moze byc wszedzie praktykowany, moze bardziej na wsiach a mniej w miastach. moj wiek i wyjazdy nauczyly mnie najwazniejszego: zlewania i omijania ludzi z takimi pogladami. szkoda zycia i nerwow. pozdrawiam serdecznie. J,

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje:):) ale fajnie - niech rośnie brzusio:) na kiedy masz termin? jak się czujesz w ogóle?

    OdpowiedzUsuń
  5. It is obvious that Wahl is the authority on hair clippers and hair grooming tools.
    Every program has a specific purpose, but they all
    use similar therapeutic practices to illicit positive lifestyle changes from drug abusers.
    Allow us to start to investigate the history of the curling iron or, as it's also recognized, the curling tong.



    My website - best Andis hair clippers

    OdpowiedzUsuń