sobota, 3 listopada 2012

mój mąż wędkarz...

Nasze życie ma wiele różnych aspektów. Nasze pasje, zainteresowania, to czym się jaramy na codzień różnią się diametralnie. Dzięki temu jest ciekawiej, mamy o czym opowiadać. Przeżyliśmy razem 10 lat i ciągle się czymś zaskakujemy. Mój mężczyzna jest zapalonym wędkarzem. Kiedyś zabierał mnie nad rzekę do Krosna Odrzańskiego pod namiot. Uwielbiałam te wyprawy. Ten zapach wody jest unikalny, cisza, spokój, rano budziły mnie ptaki i blask słońca mieniący się w materiale namiotu.. Mieliśmy tam swoją miejscówkę, gdzie rozbijaliśmy namiot i szykowaliśmy sprzęt. Tam poraz pierwszy złapałam swoją pierwszą rybę. A był nią okoń wielkości 15cm :-) radochę miałam jak małe dziecko. Robaki na haczyk zakładał mi oczywiście Mariusz - wtedy było to dla mnie za trudne. Można powiedzieć, że zaraziłam się wędkowaniem. Opodal mieszkała Mariusza daleka rodzina: ciotka, kuzyn i jego dziewczyna. Bardzo lubiliśmy siedzieć razem przy ognisku, na którym piekły się ziemniaki, ryba owinięta sreberkiem, w rękach każde z nas trzymało puszkę piwa. Sielanka. Mariusz pokazywał mi ruiny starego domostwa, w którym kiedyś mieszkała jego rodzina. Gmaszysko zostało zalane podczas powodzi w 1997r, w tej chwili można szukać duchów wśród tych ponurych resztek ścian. Pojawialiśmy się tam co roku przed wyjazdem do Norwegii. Tam mogłam się wyciszyć, odizolować od rodziców i od zgiełku miasta. Wstawaliśmy kiedy słońce zaświeciło w mamiot, robiliśmy kawę na ognisku i smarowaliśmy chleb konserwą. Zawsze brałam ze sobą książkę do czytania bo ja z wędką raczej długo nie wytrzymam. Mariusz miał więcej cierpliwości. Szkoda tylko, że nie mamy żadnych zdjęć z tamtego okresu. Bardzo żałujemy.
  Któregoś razu woda była tak niska, że odkryła stare drewniane barki transportowe z XVIIIwieku - jak się później okazało. Po przyjeździe do domu czytaliśmy o tym w gazetach. A to my pierwsi je odkryliśmy i pokazaliśmy znajomym. Mieliśmy satysfakcję. Kuzyn Mariusza pokazywał nam stare zdjęcia z powodzi jak mieszkańcy stali po kolana w wodzie i wyciągali z domów swój dobytek. Dla nas te opowieści były niesamowite ale tak naprawdę nie mamy pojęcia o tym jak czuli się ci ludzie, którzy potracili swój majątek w powodziach i huraganach. Znamy to tylko z opowieści i z wiadomości w telewizji. Ja nie wiem czy bym się podniosła po takiej tragedii. Pozostaje mi tylko modlić się, żeby nas to nie spotkało. Siły natury są niezbadane.
    W tej chwili często jest tak, że Mariusz wybiera się na ryby tutaj nad morze.

Pamiętam jak było na samym początku kiedy oboje nie mieliśmy stałej pracy i chodziliśmy nad brzeg z wędkami. Zazdrościliśmy tym, którzy w tym czasie byli w pracy. A my niby beztroscy codziennie na rybach. Poznaliśmy przez to mnóstwo ludzi. Raz na samym początku Mariusz podszedł do jednego gościa z wędką. Ja nie wiedziałam jak jest wędka po angielsku i wogóle nie miałam ochoty podchodzić do jakiegoś obcego faceta. Miałam lekką panikę. A Mariusz do niego po polsku: bierze? A on oczywiście też po polsku: coś nie bardzo dzisiaj. Byłam w szoku. Okazuje się, że mnóstwo Polaków łowi ryby w Norwegii.

 
Jak się okazuje - łowienie ryb jest świetnym sposobem na spędzanie wolnego czzasu. Ale pod warunkiem, że jest lato i jest ciepło i można przy okazji zrobić grilla. Zimą ciężko mnie wyciągnąć z domu. Do tego łapiemy świeże, morskie powietrze a taka ryba prosto z morza - delicje!
 
 A ta płaska z rodziny flądrowatych jest najlepsza moim zdaniem z patelni na masełku, przyprószona przyprawą do kebaba ;-) nie wiem dlaczego, ale tak smakuje mi najlepiej. Ma delikatne, białe mięso  i za długo nie można jej smażyć bo staje się sucha. To jeszcze zależy od wielkości zdobyczy.
 
Tutaj popularne - seje. Genialne z piekarnika! Ja najpierw kroję w dzwonka, przyprószam przyprawą jaką lubię i zawijam w złotko. Piekę jakieś 20min - to też zależy od wielkości ryby.
 
 
Tutaj rekordowy dorsz. Miał 7 kilo i po zamrożeniu poleciał do Polski. Wszyscy się zachwycali.
 
 
W naszym domu oporządzaniem ryb zajmuje się mój mąż. Ja nie mam cierpliwości i nie umiem i skrobać, a co najtrudniejsze - nie umiem ich patroszyć. Dla mnie jest to po prostu obrzydliwe! Jestem kobietą - przepraszam ;-)
 
 
Połowy z łodzi. Tutaj ponownie - dorsz.
 
Zdjęcie z wyspy - Stansøy. Byliśmy tak kiedyś razem. Ja, Mariusz i jego kolega. To było w maju i miałam swoją wędkę i łapałam na blaszkę. Co się okazało - ja złapałam 5 sztuk takich dosyć sporych: od 1,5 do 2kg (pierwszy raz w życiu złapałam takie okazy) a zapaleni wędkarze nie złapali nawet małej rybki. Od tamtej pory mam zakaz płynięcia na Stansøy na ryby ;-)
 
Nawet kraby biorą na wędkę.
 
 
Bardzo chciałabym spełnić wielkie marzenie Mariusza. A mianowicie - zorganizować wyprawę na północ Norwegii, na łososie i na olbrzymie dorsze. Kiedyś nam się uda. Łosoś jest najlepszy. Kiedy spędzaliśmy tutaj pierwsze święta Bożego Narodzenia to na wigilię jedliśmy właśnie łososia. Taka wigilia w stylu norweskim.
 
     Z kolei moją pasją są po prostu KSIĄŻKI. Różne. Najczęściej i najchętniej czytam horrory i thillery Stephena Kinga i mam ich już dość pokaźną kolekcję. Ciągle zbieram. Nie wiem dlaczego tak jest, że nie mogę zasnąć bez przeczytania chociaż jednej strony. Choćbym nie wiem jak zmęczona była, albo jak śpiąca - zawsze przed pójściem spać: czytam. To jest silniejsze ode mnie. Mam to po mamie. Pamiętam taką scenę z dzieciństwa, że przychodziła moja mama wieczorem z pracy, z drugiej zmiany, siadała w kuchni przy stole i czytała. Ja widziałam zapalone światło i wiedziałam, że mama już wróciła. Dała mi pierwszą "dorosłą" książkę - romansidło Margit Sandemo - norweskiej pisarki (o ironio!) i ta książka mnie po prostu pochłonęła. Przeczytałam wszystkie romansidła tej autorki jakie były w domu. Potem zapisałam się do biblioteki dla dorosłych a miałam 15 lat. I czytałam wszystkie sagi: począwszy od Ludzi Lodu skończywszy na innych mniej znanych tytułach. Zaznaczam, że Saga o Ludziach Lodu ma 47 części i przeczytałam ją całą w jedne wakacje. Siedziałam po nocach, wstawałam na obiad i ogólnie byłam "dziwna" - taki odludek. Nie łaziłam po mieście z koleżankami, nie chodziłam wtedy na imprezy (to się zaczęło rok później).
   Zastanawiam się czy nie zacząć pisać o książkach. To jest coś co naprawdę mnie interesuje. 
 
 
 
 
Tutaj część mojej kolekcji. Za niedługo będzie trzeba kupić półkę specjalnie na książki. To jest w sumie nic w porównaniu do książek które mam w domu moich rodziców.
     Moja teściowa też czyta. I też zawsze przed snem. Często zasypia z książką. Mariusz zawsze wtedy zdejmował mamie okulary z nosa żeby z nimi nie spała. U niej też przeczytałam chyba większość książek - przygodowych, romansów, kryminalnych romansów. Teściowa też ma imponującą kolekcję. Kiedyś próbowaliśmy sprzedać część tych Harlequinów (oczywiście za zgodą właścicielki) ale nikt już chyba nie czyta takich książek. Z resztą - w dobie komputerów, telewizji, gier - czytanie zanika. Ludzie ciągle gdzieś się spieszą, gonią za czymś, nie mają czasu na taką bzdurę jak czytanie. Widzę to po mojej mamie, która już nie siada wieczorami w kuchni. To smutne.
 
 
 
MAŁY SŁOWNICZEK NORWESKIEGO
 
 
Mellom - pomiędzy
en dag - dzień
to dager czyt. tu dager - dwa dni
i uka - w tygodniu
to ganger i uka - dwa razy w tygodniu
en gang - jeden raz
en gang til - jeszcze raz
 
Formiddag - przedpołudnie
ettermiddag - popołudnie
midt på dagen czyt. mit po dagen - w środku dnia
om formiddagen - przed południem
om ettermiddagen - po południu
om kvelden czyt. om kfelen - wieczorem
i kveld czyt. i kfel - dziś wieczorem
hver dag czyt. wer dag - codziennie, każdego dnia
hver uke - co tydzień
 



9 komentarzy:

  1. pamiętam doskonale wszystkie nasze wyprawy nad wodę zawsze dopisywała nam pogoda ale wypadów do Krosna Odrz. nie jestem w stanie zapomnieć. kiedyś może to powtórzymy

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam okazję jeść w Norwegii ryby od Was,super!!!ale żeby łowić to już nie moja bajka,o nie!Książki...wydaje mi się że dużo czytam,kilka w miesiącu,głównie te z biblioteki.Sagę Ludzi Lodu też czytałam,Ty Monia masz coś w sobie z Sol....Pozdrowionka dla Was.

    OdpowiedzUsuń
  3. A jednak ktoś czyta harlequiny! Moja mama ma na tym punkcie totalną obsesję. Kiedy tylko ma wolną chwilę potrafi kilka dziennie przeczytać. :) Czasami mnie to drażni,bo wydaję mi się,że takie książki nie zawierają żadnego przekazu i wolałabym aby przeczytała coś bardziej ambitnego. Cóż jednak to jej wybór.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam, że te harlequiny nie mają w sobie nic i są przewidywalne. Zawsze wiem jak się skończą ;-/ na szczęście już ich nie czytam. Harlequiny to były moje pierwsze "dorosłe" książki które czytałam kiedy chodziłam do szkoły

      Usuń
  4. przystojny ten Twoj Mariusz ;) ja też lubię czytać :) a ryb patroszyc też bym nie chciała - to męska robota :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu męża za komplement ;-)

      Usuń
  5. Norweskie rybki to jest to, co tygryski lubią najbardziej :D mniam! :D po prostu uwieeeeelbiam :D a czytać też lubię, niekoniecznie Kinga, ale pochłaniam książki jak i Ty, Moni ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. rzeczywiście, język trochę podobny do tego, którym na naszej wyspie porozumiewają się tubylcy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sam wedkuje w norwegii,ale jak widze poduszone rybki....

    OdpowiedzUsuń