czwartek, 6 września 2012

Początek

Ten blog będzie poświęcony mojej walce o człowieka, którego wszyscy spisali na straty już na samym początku naszej znajomości. Również naszej wspólnej walce o to co mamy w tej chwili. Ta historia będzie opowiadała o dwojgu ludzi, którzy myśleli, że nic dobrego ich już w życiu  nie spotka. Piszę więc tą opowieść z myślą o tych, którzy są na dobrej drodze, aby się poddać. Moje przesłanie: NIGDY się nie poddawaj, choćby nie wiadomo co! Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo warto żyć. Moje życie nie byłoby teraz takie, gdybym powiedziała: "mam dość".
Moja przyjaciółka zasugerowała żebym napisała książkę, ale myślę, że blog wystarczy. Może go przeczytać mnóstwo osób i komentować na bierząco całą zawartość. Właśnie to mi się podoba. Jestem nowicjuszką, więc za uwagi różnego typu z góry Wam dziękuję, bo dzięki temu ten blog może być lepszy.
 

A początek był taki:
 
Mieszkałam w małej miejscowości, ok. 40tys. mieszkańców. Dzieliliśmy dość spore mieszkanie w samym centrum miasta z rodzicami, siostrą i babcią. Pochodzę z tzw. dobrego domu, czyli oboje rodziców,  oboje pracowali, w podstawówce miałam dobre stopnie, przez co większość mnie nie lubiła, zawsze trzymałam się na uboczu. Zmieniło się w liceum. Postanowiłam, że nie będę uczyć się dobrze, bo nie chcę być odludkiem. Moje średnie były słabe, wołały o pomstę do nieba. Balansowałam pomiędzy dwójami i trójami. Wtedy też zaczęły się pierwsze imprezy, alkohol. Poznałam takiego Grześka, 10 lat starszego ode mnie. Nie wiem co mi wtedy odbiło. Chciałam być akceptowana, adorowana i szukałam kogoś z kim można normalnie porozmawiać. Okazało się że był to facet kilka razy skazywany za gwałty, o czym dowiedziałam się "po fakcie". Miałam wtedy 17 lat i był koniec wakacji. Nalegał, żebyśmy spróbowali. "co ci szkodzi?" - przekonywał. No i wylądowaliśmy na starej kanapie u jego kumpla w mieszkaniu. Mój pierwszy raz WOGÓLE mi się nie podobał. Koleżanki nie miały racji, że to magiczna chwila. Nie było w tym NIC ani romantycznego ani magicznego. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego.
Za kilka dni od tego wydarzenia koleżanka poznała mnie z niejakim Mariuszem. Pamiętam, że poczęstowałam go pomidorem kupionym na targu w naszej mieścinie. Był naprawdę głodny. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że poznałam mężczyznę mojego życia. Był taki niepozorny: przede wszystkim niższy ode mnie, nieogolony, włosy farbowane na jakiś słomiany blond i kilkucentymetrowe odrosty. Masakra. KOMPLETNIE nie w moim typie. W dodatku był od niedawna na wolności... Wiecie jak to wyglądało? Ja - panienka z dobrego domu ucząca się w jednym z najlepszych liceów i on - facet po wyroku. Mieszkał z mamą. W mieszkaniu w najgorszej dzielnicy jaką widziałam, gdzie interwencje policji to codzienność. A jednak coś nas połączyło. Gdy spojrzałam w jego oczy wydały mi się najsmutniejsze na świecie. Chciałam żeby się uśmiechały, żeby były radosne. Przegadaliśmy dwa miesiące zanim zostałam na noc u niego. Nie ufałam mu na początku. Sam fakt, że powiedział, że mnie kocha po dwóch tygodniach znajomości powodował, że mu po prostu nie wierzyłam. Dla mnie słowo "kocham" ma święte znaczenie. Przychodził po mnie pod szkołę. Mówili, że jestem w ciąży i przychodzi po mnie ojciec, żebym nie mogła się spotykać z chłopakiem. To było śmieszne. Według plotek chodziłam w ciąży jakieś dwa lata! A to był Mariusz. Kiedy mówiłam, że to mój chłopak słyszałam gromkie wybuchy śmiechu. Było mi przykro. Mówili: z kim ty się spotykasz? to jakiś stary kryminał! zostaw go! zbrzuchaci cię i zostawi! a gdzie matura? gdzie studia o których po cichu marzysz? Słuchałam ich i coraz bardziej zaczęło we mnie kiełkować przekonanie że on nie jest dla mnie. Że powinnam poznać kogoś w swoim wieku. O rodzicach nawet nie wspomnę. Ci wykorzystywali cały repertuar pretensji i zażaleń na faceta, którego nawet nie znali!! Słabo się uczyłam na początku liceum. Od kiedy poznałam Mariusza stopnie poszły w górę. Starałam się żeby nie zabronili mi się z nim spotykać. Odprowadzał mnie na dziewiątą do domu. Chciał zapunktować. Nie miał samochodu ani pracy. Jego mama na skromnej emeryturze. Namówiłam go na szkołę wieczorową, żeby chociaż maturę miał. Nie skończył mimo dobrych ocen. Dlaczego? Powód prozaiczny - brak środków. Mariusz musiał iść do pracy jakiejkolwiek. Na czarno. Wesoło nie było, ale nie narzekałam. Ważne było, żeby być razem i spędzić jak najwięcej czasu przytulając się i rozmawiając. To trwało dwa lata. Już wtedy nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Rodzice nie chcieli nic słyszeć na jego temat. Mama potrafiła zamienić z nim kilka słów a ojciec nawet "dzień dobry" mu nie odpowiadał. Bolało. Nie przyprowadzałam go do domu zbyt często. Czasami zaprosiłam na obiad. Lubiłam mamę Mariusza. Wiele mnie nauczyła. Zamieszkaliśmy u niego razem w dwupokojowym mieszkaniu bez łazienki i ciepłej wody. Nie przeszkadzało mi to wtedy. Z jednego końca miasta szłam na drugi do szkoły. Byleby dłużej z nim być. Jego mama przyjęła mnie pod swój dach bez gadania, bez pretensji i pytań z czego będziemy żyli. Kibicowała nam. Wtedy to była jedyna przychylna nam osoba. Napisałam maturę na czwórkach i dostałam się na studia. Byłam przeszczęśliwa. Miałam mojego Mariusza, studia w większym mieście. Mieszkanie na stancji... super! Moja mama wspierała mnie na studiach. Dawała na czynsz i 50zł na życie tygodniowo. Musiałam za te pieniądze dojechać pociągiem i żyć do piątku. Szok. Do tej pory zastanawiam się jak ja to zrobiłam, że jeszcze z tego odłożyłam. Na pierwszym roku zaraz po moim pierwszym kolokwium przeżyłam niesamowity szok. Serce mi niemal pękło. Nie mogłam dodzwonić się do Mariusza. Chciałam się pochwalić piątką z kolokwium. A kiedy się dodzwoniłam, odebrała jego mama...

14 komentarzy:

  1. bardzo ciekawe czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  2. qrcze jak wciaga super lekko sie czyta czekam na nastepne , daj znac jak dodasz

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tez poprosze o wiadomosc o nastepnej czesci:)

    OdpowiedzUsuń
  4. naprawde Twoja historia jest nie samowita a czytając to czekam na dalszy ciąg :)

    OdpowiedzUsuń
  5. mam nadzieje że będziesz kontynuować :) a ja zapraszam do siebie :)
    www.photoblog.pl/anszua

    Kuzynka Goska :)

    OdpowiedzUsuń
  6. przeczytałam jednym tchem.. dosłownie. wciaga! czytając Twoją historie,w pewnym momencie zorientowałam sie,że jest podobna do mojej..historii zycia. Czekam na ciąg Wielkie ukłony-ku Twojej odwadze i sile charakteru!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo ciekawe tylko gdyby nie to że napisałaś przykre żeczy o naszej dzielnicy i własnej teściowej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo że to są przykre rzeczy ale sama wiesz jaka jest prawda

      Usuń
    2. twoją teściową to zirytowało ..

      Usuń
    3. Poza tym Agato zajmij się swoimi sprawami i swoją rodziną! Jeśli sie nie podoba nie czytać i już. Proste.

      Usuń
  8. Witaj :) . Czytam od początku Twojego bloga i przeczytam wszystko :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ;-) miłego czytania życzę ;-)

      Usuń