czwartek, 27 września 2012

life is brutal - full of zasadzkas

Jesienna pogoda sprzyja przemyśleniom, wspomnieniom i podsumowaniom. Za oknem kapie deszcz, jest ciemno i ponuro. Norweska aura nie jest zbyt łaskawa. Ale ja mam na to sposób: zapalam pachnące świeczki, rozstawiam w kilku punktach salonu, wyłączam telewizor i oddaję się myślom...

 
Life is brutal - full of zasadzkas :-)
 
 Siedząc nad kolejnym pasjansem z kart usłyszałam telefon. Dzwoni jakiś norweski nieznany numer. Odbieram. Dzwonią w sprawie pracy przy sprzątaniu w norweskiej firmie sprzątającej. Zapraszają na rozmowę. Poprosiłam o adres i o dokładną godzinę, kiedy mam przyjechać. Serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Na drugi dzień jadę. Znowu myślę: trafię? Zgubię się? Wysiądę za wcześnie? Zawsze tak mam. Rozmowa była bardzo fajna, po angielsku. Z rozmówek norweskich nauczyłam się zwrotów "Jeg heter Monika" (mam na imię Monika) i "jeg fostor" czyli "rozumiem" a ta babka wpisała mi do CV że znam "litt" norweski! Niech jej będzie. Pytali bardzo szczegółowo: o czas pobytu w Norwegii, o rodzinę. Powiedziałam że jestem z chłopakiem i że mieszkamy razem. Podziękowała mi za rozmowę i ja jej też. Pożegnałyśmy się i pojechałam do domu. Zajęłam się tym co zwykle, czyli gotowaniem jakiegoś obiadu, bo jak zjadą się wszyscy lokatorzy to kuchnia będzie zajęta. Poszliśmy na ryby. Wdychałam głęboko morski zapach. Coś pięknego.
 
 
 
Po kilku dniach zadzwonił telefon. Ten sam norweski numer. Dzwoni ta sama babka, która mnie przesłuchiwała. Mówi do mnie, że zapraszają mnie na podpisanie kontraktu!! Jakież było moje szczęście. Legalna praca, na kontrakcie, będę miała pozwolenie z policji na pobyt i na pracę, lekarza, ubezpieczenie, wszystko. Ledwo skończyłam z nią rozmawiać wystrzeliłam do góry i zaczęłam skakać po łóżku, po pokoju, wpadłam do salonu - kuchni i chciałam koniecznie komuś o tym powiedzieć, a tu nikogo. Dzwonię do Mariusza. Gratuluje mi, słyszę radość w jego głosie. Jest ze mnie dumny i ja z siebie też. Na drugi dzień pojechałam do firmy, podpisałam kontrakt i od razu pojechałam do pracy. Sprzątałam na budowie. Ciężka praca ale z Polakami, mogłam trochę pogadać. Fajnie było. Ogólnie praca fajna. Wyszukiwali mi miejsca jak najbliżej domu w którym mieszkałam. Raz jak mnie wywieźli to nie wiedziałam jak wrócić. Wiedziałam już jak te autobusy kursują (w Norwegii na autobusy trzeba machać żeby się zatrzymał) ale wtedy na żadnym z przystanków nie zatrzymał się żaden. Wogóle nawet nie przejeżdżał. Myślę: co to za dziwne przystanki? Po co one tu są? Dzwonię z płaczem do Mariusza: chcę do Polski! Bukuj mi bilet! Co ja tu robię? Chcę do domu!!! Nie dość że się zgubiłam, nie wiedziałam kompletnie z którego przystanku jedzie autobus do centrum i do tego w obcym kraju. Mariusz wszedł na mapy google i uratował mnie z tej pułapki. Odetchnęłam z ulgą kiedy poszłam kilometr dalej na normalny przystanek i wsiadłam do autobusu do centrum. Kierowcą był mój rodak, więc pytam dlaczego z tamtych przystanków nie jadą żadne autobusy? On mi mówi że to są pracownicze. Jadą tylko dwa razy dziennie! Jak pech to pech. Ale spokojnie dotarłam i to było najważniejsze. Przygód miałam co niemiara. Raz weszłam na autostradę chcąc trafić do domu. Jakiś kierowca zobaczył napis na mojej koszulce z nazwą firmy i zadzwonił tam do mojej szefowej. A ona dzwoni do mnie żebym NATYCHMIAST zeszła z autostrady bo to niebezpieczne. Wiem o tym! Ale jak mam trafić do domu? Wtedy też pomógł mi Mariusz. Mapy google nieraz uratowały mi życie.
 
Tak jak teraz usiądę i myślę o tamtych czasach przeszywa mnie dreszcz. Tylko nie wiem czy ze strachu czy z emocji. W każdym razie najpiękniejsze chwile przeżywałam kiedy była wypłata ;-) nieeee żartuję. Nie jestem materialistką ale też i ważna jest dla mnie stabilizacja życiowa i finansowa. W każdym razie było dla nas wyzwaniem żyć pod norweskim niebem. Załatwianie spraw w urzędach, rozmowy - wszystko było dla nas nowe i trudne. Zanim nauczyłam się rozmawiać jako tako po angielsku musiał minąć rok. Dużo pomogła Kamila, która już była obyta z większością dokumentów jakie trzeba mieć. Doradzała, tłumaczyła, wysyłała linki do stron urzędów, podawała numery telefonów. Najgorsze dla mnie są rozmowy przez telefon po angielsku. Norwedzy niekiedy mówią niewyraźnie, albo miksują angielski z norweskim. Ciężko było... ale daliśmy radę.
 
Po czterech miesiącach straciłam tą pracę. Niedokładnie posprzątałam jedno miejsce i od tego się zaczęło. Była skarga za skargą. Im bardziej się starałam tym było gorzej. Stwierdziłam, że do sprzątania się nie nadaję. Są osoby do tego stworzone ale ja do nich nie należę. Trudność sprawia mi sprzątanie na czas, kiedy mam określoną liczbę godzin i muszę się wyrobić. Ja tak nie umiem.Nie wiem czemu. Znowu zawisła nad nami groźba powrotu do Polski. Zaczęły się koszmary, że lecę do domu i potem nie mogę wrócić do Norwegii. Na dodatek musieliśmy się wyprowadzić...
 
to zdjęcie zrobiłam idąc w odwiedziny do koleżanki, zazdroszczę jej takiego widoku z okna ;-)
 
 
wieczór nad morzem
 
 ta łabędzica zaatakowała Mariusza z sykiem, broniąc młodych. W centrum Stavanger
 
 
widok z góry widokowej w Randabergu
 



18 komentarzy:

  1. Uwielbiam ten kraj, spędziłam tam w tym roku pełne dwa tygodnie u rodziny, pomimo typowej norweskiej pogody był to wspaniały czas!
    Ile bym dała żeby móc tam wrócić, pracować, żyć...
    Ach...Zazdroszczę Ci! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również kocham Norwegię i te widoki :) Życzę ci powodzenia z całego serca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak czytałam o tej próbie zrozumienia Norwegów, to przypomniało mi się jak byłam u brata w Irlandii i próbowałam się dogadać z Irlandczykiem hahahahaha najtrafniej określę to tak - do ich gadki po angielsku należy dołożyć kluski śląskie chomikowane w policzkach!! Gdyby nie wyrozumiałość mojego rozmówcy i kilka kieliszków wódki z lodem...było by kiepsko hahahaha!!!! Pozdrawiam Cię gorąco!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super!!!,a teraz czekam na historie z rowerem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. w ogóle lubię Skandynawię :) moim marzeniem jest odwiedzić Finlandię ;)

      Usuń
  6. musi być historia z rowerem bo to najlepsze no i więcej zdjęć

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje historie są bardzo wciągające - czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  8. lubie blogi emigrantek :) sama tez mieszkam w Glasgow, pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję pracy :). Wyobrażam sobie, jak musiałaś się cieszyć, bo moja mama miała to samo.
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  10. jej..ale świetnt blog!
    http://monikaiizabela.blogspot.com/ zapraszamy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie ukrywam, jednym z moich marzeń jest spędzenie kilku dni/tygodni wjednym z krajów Skandynawii. ; )

    pozdrowienia!
    notalwaysdress.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Norwegia jest przepiękna. Polecam wycieczkę na Preikestolen najlepiej latem. ciężko tam wejść ale widok zapiera dech w piersiach! Pozdrawiam:-)

      Usuń
    2. Potwierdzam widok nieziemski....
      Zostałaś otagowana :)

      Usuń
    3. Dzięki za otagowanie mnie, kurczę... co za zaszczyt ;-) jak dowiem się jak to zrobić to też będę tagować :)

      Usuń
  12. Znalazłam przez przypadek Twój blog i od razu dodałam do obserwowanych. :)
    Mam zamiar wyjechać do Szwecji, a w końcu to rzut beretem od Norwegii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to będziemy do siebie wpadać na kawę ;-) cieszy mnie że podoba Ci sie mój blog :-D

      Usuń
  13. Mam wielką nadzieję, że kiedyś odwiedzę te rejony. Oby nie było to kolejne marzenie 'do szuflady' :)

    OdpowiedzUsuń