piątek, 24 października 2014

Wiatr zmian

Teraz mamy wesoło i zupełnie inaczej niż było do tej pory. Jesienna szaruga towarzyszy mi w drodze do pracy, do której drałuję rowerem. Liście spadają z drzew w ilościach hurtowych, wiatr próbuje mi wyrwać włosy z głowy ale jeszcze jest w miarę ciepło (na szczęście). A co robi mój mąż w tym czasie?
Ano śpi sobie smacznie dopóki nasz Maluszek się nie obudzi. Znając Dawidka jest to godzina dziewiąta rano. Jak ja im zazdroszczę kiedy wstaję ok. godz. szóstej a za oknem ciemno jak... nie powiem gdzie ;-) i weź tu na rower wsiądź! No, ale sama tego chciałam. Powrotu do pracy i tego aby Mariusz siedział z Dawidkiem 3 miesiące na urlopie tacierzyńskim.
Teraz role się odwróciły. Przychodzę do domu i od progu rzucam: "Zrób mi kawkę, proszę". To samo mówił Mariusz w momencie wejścia do mieszkania prosto  pracy.
Miałam takie dziwne uczucie, że beze mnie to oni sobie nie poradzą. Że ja i tak wszystko zrobię lepiej. A jednak: przeliczyłam się. Jest dobrze.
Oczywiście w kilku kwestiach Mariusz pyta mnie o radę ale szybko się uczy i w zasadzie sam już potrafi wszystko przy Dawidku zrobić. Próbował też obcinać mu paznokcie ale jednak co mama to mama ;-) Chyba mam pewniejszą rękę.
W dalszym ciągu razem go kąpiemy. Od urodzenia syna kąpałam go sama tylko raz. Nadal Mariusz nie cierpi guziczków przy piżamce zwłaszcza w większej ilości. Mówi że ja z premedytacją przebieram naszego potomka w piżamki które sprawiają najwięcej problemów (czyt. mają za dużo guziczków).
Nasze dziecko skończyło już 10 MIESIĘCY! Kiedy to minęło?
Siedzi już spokojnie, staje przy meblach, robi "pa, pa" i potrafi też "piątkę" przybić :-D śmieje się w głos kiedy udaję czkawkę i robię "a kuku!" albo "nie ma mamy (chowam się za kocykiem) i JEST MAMA! (wyskakuję zza kocyka)" - to jest fajne. Dawid śmieje się wtedy całą buzią. Lubi kiedy czytam mu wierszyki. Słucha z wielkimi oczami. Ale szybko też się nudzi. Za chwilę zaczyna swoje wędrówki. Staje też na kolankach i buja się w tył i przód albo na boki. Śmiesznie to wygląda :-)




Za Dawidkiem jak się przypatrzycie to widać ojca z wędką. Ten to wszędzie okazje złapie żeby trochę połowić!

Teraz się taki klocek z niego zrobił, że podnoszenie go sprawia lekkie problemy ;-)

Pojechaliśmy sobie na małą wycieczkę. Wtedy jeszcze było w miarę ciepło. No i te widoki... Chyba nigdy mi się nie znudzą ;-)

wtorek, 23 września 2014

We trójkę najweselej

Dawidek zaliczył w Polsze wizytę u lekarza w związku z jego alergią. Zapłacilismy śmieszną kwotę bo to prywatna wizyta była i doktor od razu powiedzial: alergia na białko! Nie musieliśmy po żadnych alergologach ganiać. Dostaliśmy receptę na kropelki, syrop i specjalne mleko (w smaku okropieństwo). Musiałam odrzucić marchewki, ziemniaki i wszystko co jadł do tej pory żeby zaleczyć skórę i dopiero powolutku wszystko wprowadzać od nowa. Co dwa tygodnie coś nowego, żeby zaobserwować co powoduje zmiany. 
W tej chwili wszystko jest w porządku a je już ryby, kurczaka no i warzywka i kaszkę kukurydzianą z owocami. A najśmieszniejsze jest to, że to mleko tutaj w Norwegii jest dość drogie. Chciałam mieć refundację na to mleko i zaczęłam wydeptywać ścieżki do lekarzy. Najpierw u rodzinnego, który kazał iść z tym do specjalisty-dermatologa. Poszliśmy i tam bo wizytę mieliśmy umówioną. A ta kobiecina powiedziała nam że nie ma dowodu na to że to alergia na białko mleka i kazała robić testy. Zapisaliśmy się na testy...
Na koniec listopada...
Czyli mam kupować do tego momentu dla dziecka mleko bez refundacji. Poradziliśmy sobie z tym. Babcia nam z Polski wysyła ;-) i tak wychodzi dużo taniej.
Cieszymy się, że nasz syn ma czystą skórę bez dziwnej wysypki. Jest radosny, uśmiechnięty, przesypia całą noc.  Ostatnimi czasy wspina się po meblach i na nóżki staje. Pociesznie to wygląda jak mu się te nóżki kiwają pod ciężarem ciała ;-)







Zdjęcia z plaży na Soli niedaleko Stavanger. W tym roku piękne mieliśmy lato. Słoneczko grzało, woda w morzu ciepła. Nawet była okazja pograć chwilę w wodną siatkówkę. Zmienialiśmy się przy Dawidku. Ja też chciałam pograć! A co! ;-)
Dawidek nawet nóżkę zamoczył przez chwilę. Nie za bardzo mu się podobało... może woda dla niego za zimna?... ale i tak pięknie spędzaliśmy czas. Nie chciało się w domu siedzieć. A teraz za oknem deszcz...

wtorek, 9 września 2014

Dawid - Pielgrzym

Mamy już wrzesień... A ja nie pisałam od maja! No więc właśnie. Czasami przyjdzie taki moment, że chcę napisać a wiecznie coś mnie od tego odciąga. Teraz już się zebrałam. Napisała do mnie Czytelniczka fantastycznego maila, który mnie ostro zmotywował (dziękuję Ci Kornelko)  i postanowiłam coś naskrobać.
Wiele się u nas wydarzyło ostatnimi czasy. Spędziliśmy całą rodziną wakacje w Polsce. Odwiedziliśmy babcie, ciocie, kuzynkę, prababcię i wogóle wszystkich. Nawet na wesele przyjaciela naszego poszliśmy. Ja się bawiłam do wpółdo czwartej nad ranem! Lubię wesela i lubię sobie potańczyć do starych piosenek ;-) mieliśmy zarówno upały jak i zimno. Dawidek nawet zdążył nam wyrosnąć z ciuszków na 62 i latałam po sklepach szukając większych rozmiarów, ale to sama przyjemność dla mnie. Było fajnie. Odpoczęliśmy trochę. Syn szybciutko dostosował się do nowych warunków i przesypiał nam całe noce praktycznie od razu. A spał razem ze mną. To jest jakiś fenomen. Ja mam problem z zasypianiem w nowym miejscu a ten - gdzie by nie pojechał - wszędzie zaliczał drzemki :-) podróż zniósł wspaniale. Całą drogę jechaliśmy samochodem i ja już miałam chwilami dość. A Dawid - oaza spokoju nawet nie "kwęknął". Co prawda w samochodzie na tylnym siedzeniu był istny Sajgon. Wszystko tam było. Przygotowaliśmy się dobrze - tak myślę. Pieluszki tetrowe, pampersy, zabawki, termos z gorącą wodą i mleko na wierzchu. Czyli to, co najważniejsze. My z Mariuszem oczywiście kawa w termosie, napój pod nogami. Zapomnieliśmy o kanapkach, ale to nie miało znaczenia. Ważne, żeby Dawid miał wszystko co potrzebne. Często się zatrzymywaliśmy i jakoś przeżyliśmy. Ale spowrotem już samolotem wróciłam. I tutaj też synek dał popis wesołości uśmiechając się do starszych pań podczas podróży. Nic nie zapłakał, a ja się bałam że uszka go będą boleć. Zostałam pozytywnie zaskoczona. Jak już nasze dziecko zmęczyło się uśmiechaniem to sobie zasnęło i połowę podróży spało smacznie na moim ramieniu (które zdrętwiało mi całkowicie) :-)

Szczerze mówiąc mieliśmy już trochę dość i nie mogliśmy doczekać się powrotu do domu. Wszędzie dobrze ale u siebie najlepiej. Ciągle byliśmy na walizkach. Ja spałam u cioci z Dawidkiem a Mariusz u moich rodziców. W międzyczasie staraliśmy się chodzić jak najczęściej do mamy Mariusza która mieszka na drugim końcu naszej miejscowości. Zachwycona swoim pierwszym wnukiem pięknie się nim opiekowała. Spędzała z nim najwięcej czasu. Moi rodzice z kolei ciągle w pracy nie mieli nawet kiedy. Moja mama wracała wieczorem do domu kiedy Dawid już szedł spać. Ale to się da odrobić kiedy tu do nas przyleci w odwiedziny :-)
Ja spędziłam też trochę czasu z moją chrześnicą która już 3 latka skończyła! No kiedy to zleciało ja się pytam??

Dobra. Na razie to tyle bo co za dużo to nie zdrowo (tak słyszałam).

Trochę fotek na koniec:



Dawid z wujkiem

Wycieczka do Zoo we Wrocławiu. Dawid z ciocią i kuzynką ;-)

Dawid z Babcią

A tutaj z Prababcią :-) ta moja Babcia zawsze miała cukierki w fartuchu. Jak chcieliśmy cukierka to Babcia nam je rzucała ;-)

 Mariusz wśród zwierząt ;-)

Miś większy od Dawidka 

Niedźwiedzie oswojone. Tylko zobaczyły ludzi - od razu zaczęły "prosić" o jedzenie ;-)

Dobrze się przypatrzcie - to jesteśmy my na galowo :-)

wtorek, 13 maja 2014

Macierzyństwo to sama radość. Nasz syn codziennie mnie o tym przekonuje swoim uśmiechem, piszczeniem z radości i próbami śmiania się na głos. Uwielbiam spędzać z nim czas. A jeszcze bardziej lubię wybrać się do koleżanek na zwyczajową kawkę i wrócić do domu do moich mężczyzn. Teraz mamy przepiękną, niemal letnią aurę i codziennie urządzamy sobie spacerki raz dłuższe a raz krótsze. Moja skóra już złapała pierwsze promienie słońca bo lekko się opalilam. Tutaj w naszym regionie jest tak fajnie że w słońcu jest super ciepło ale nie jest duszno bo wieje taki chłodny wiaterek od morza.
Byliśmy na drugiej szczepionce i kontroli. Dawid całkiem nieźle to zniósł. Uśmiechał się do położnej i chwytał zabawki i dotykał jej twarzy. Po ukłuciu w obie nóżki płakał przez chwilę a potem szybciutko przestał. Nie miał też żadnej gorączki ani nie był płaczliwy. Obawiałam się trochę tych objawów ale jak zwykle strach ma wielkie oczy. Było dobrze. Nasz synek jest bardzo dzielnym małym mężczyzną.
Dajemy mu już gotowanego ziemniaka i marchewkę. Osobno - są wypluwane od razu, ale razem - to już inna bajka. Buzię szeroko otwiera i mieli aż miło. Starte jabłko też bardzo chętnie wciąga ale to raczej jako deser niż posiłek. Może jutro coś dodamy do tej fascynującej smakowo papki. Brokuły? Kalafior? Jeszcze nie wiem. 


sobota, 26 kwietnia 2014

Drogie Czytelniczki!
Wiem, że dawno nie pisałam. Zniknęłam ja i moja pisanina, ale już jestem. Energiczna, uśmiechnięta i ciesząca się każdym dniem. Postaram się nadrobić zaległości zarówno w pisaniu jak i odwiedzaniu Waszych blogów.
Cierpię ostatnio na bóle pleców, co uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie. Nie mogę się schylić, niczego podnieść ani zmienić pozycji do snu. A jak mam podnieść dziecko to łzy stają w oczach. Rwący ból powoduje, że nie mogę w pełni zająć się synem i domem. Kiedy mąż jest w pracy muszę sobie jakoś radzić. Lekko nie jest. Wszystko robię powolutku. Najgorsze jest to, że to wcale nie przechodzi. Mijają dni a tu żadnej poprawy. Zapiszę się na jakiś profesjonalny masaż, może będzie lepiej...
Dawid codziennie dostarcza nam radości i uśmiechu. Kiedy on się śmieje, moje serce tańczy. Nie ma złych dni, są same radosne. A to dzięki naszemu małemu szkrabowi. Śpi praktycznie całą noc a kiedy się budzi to gaworzy sobie. Kiedy się pojawiam nad jego łóżeczkiem prezentuje tzw. "zaciesz" czyli uśmiech pełną gębą. Wtedy bym go najchętniej pokryła deszczem całusów. Jak zaczyna się krzywić po kilku minutach znaczy to, że jest głodny. Powoli rozszerzam mu dietę. Kleik i kaszkę bananową ma już za sobą. Próbowałam z ugotowaną i startą marchewką ale coś mu nie podchodzi. Wypluwa wszystko. A jego minki są bezcenne! Niedługo spróbujemy z ziemniaczkiem. Ciekawi jesteśmy czy mu podejdzie ;-)








Umie już łapać się za stópki i zawsze patrzy na nie z takim zdziwieniem jakby odkrył jakiś nowy gatunek zwierza ;-) przy czym próbuje je do paszczy swojej wsadzić ale mu nie wychodzi. Nóżki za krótkie...

środa, 26 marca 2014

A ja rosnę i rosnę... :-)

Cztery mięsiące stuknęły... Jestem już dużym facetem. Ważę 6 i pół kilo i mierzę 63cm. W sumie to już mógłbym zacząć chodzić ale coś nie mogę. Pozostało mi jedynie machanie nóżkami w powietrzu i ślinienie się na potęgę. Umiem unosić głowę i tułów kiedy leżę na brzuszku, opieram się wtedy na rączkach. Czasami głowę mam tak ciężką że przewracam się na boczek :-)
Pieluszki mam "trójki" a ciuszki rozmiar 68 są na mnie idealne. Pani w helsestation powiedziała, że rozwijam się normalnie i nie jestem za gruby. Płakałem strasznie na wizycie. Mama dawno nie słyszała jak tak głośno płaczę. Ostatnio na szczepionce. A teraz pamiętam, że ta wredna Rura-Baba zrobiła mi "ała" i przez to jej nie lubię. Mama mówi, że zapomnę ale ja pamiętliwy jestem!
Jadłem coś dziwnego ostatnio. Mama dała mi coś nowego do mleka. To się jakoś tak dziwnie nazywa... Kleik - czy jakoś tak...



niedziela, 16 marca 2014

Mój przyjaciel Kciuk

Jakiś tydzień temu zauważyłam, że Dawid lubi sobie piąstkę pociumkać. Pierwszy raz zdarzyło mu się na spotkaniu mam w "helsestation". Pomyślałam że to słodkie. Ale później zaczęło się ssanie z większą częstotliwością. Wsadzi sobie kciuka w buzię i jedzie! Wiem, że nawet płody w brzuchu mamy ssą palec przygotowując się w ten sposób do ssania piersi. A mój syn po prostu lubi się uspokajać w ten sposób. Zasypia z kciukiem w buzi. Przy czym każdym rodzajem smoczka gardzi. Próbowałam nieraz. Nie funkcjonuje.
Ssanie kciuka przez dzieci najzwyczajniej sprawia im przyjemność. Usta dziecka oprócz tego że służą mu do jedzenia to jeszcze do poznawania świata i zdobywania przyjemności. Zanim dziecko nauczy się sięgać po oddalone zabawki odkrywa, że są rączki, które najpierw (jak w przypadku Dawidka) uczy się składać razem a potem wkładać piąstki lub palce do buzi. Najpierw dzieje się to przypadkowo a potem z pełną premedytacją - kiedy nie może zasnąć - kciuk ląduje w buzi.
Jestem zadowolona bo dziecko umie się uspokajać samo. Tylko żeby to się nie przerodziło w stały nawyk. Przed oczami mam wizję swojego syna idącego do szkoły z kciukiem w buzi a dzieci się z niego śmieją.
Na razie postanowiłam się nie martwić. Przecież kiedyś mu to przejdzie. Nie ma dowodów na to, że ssanie kciuka jest niebezpieczne dla uzębienia czy tego, że dziecko ma jakies problemy emocjonalne. Pod warunkiem że nawyk ten przejdzie do piątego roku życia.
Przeczytałam w pewnej mądrej książce, że "badania wykazują, że prawie połowa dzieci ssie kciuki w okresie poniemowlęcym. Najczęściej zdarza się to pomiędzy 18 a 21 miesiącem życia. 80% maluszków zrywa ze ssaniem kciuka przed ukończeniem 5. roku życia, zwykle samodzielnie. Tym, które zasypiają z palcem w buzi bądź ssą kciuk w sytuacjach stresowych często zajmuje to więcej czasu niż tym, dla których jest to forma zaspokojenia."



Przejażdżka do Stavanger. Mieliśmy bardzo ciepły i wiosenny weekend dlatego postanowiliśmy z tego skorzystać





Prezentacja uśmiechu roztapiającego śniegi :-)





Dlatego nie robię z tego problemu na razie... Jeśli Wasze dzieci ssą kciuk lub piąstki - pozwólcie im na to. Dla niego to sposób poznawania świata. Niczym się nie martwcie - to przejdzie ;-)






Cytat pochodzi z książki "Pierwszy rok życia dziecka" Heidi Murkoff i Sharon Mazel